Mija 76 lat od bitwy pod Kraśnianami w okolicach Sokółki

Mija 76 lat od bitwy pod Kraśnianami w okolicach Sokółki. Z tej okazji w niedzielę odbyła się Msza święta oraz apel poległych w miejscu, gdzie w lipcu 1945 roku doszło do starcia polskich partyzantów z oddziału Władysława Janczewskiego „Lalusia” z komunistami.

Po tragicznym zakończeniu w połowie lipca 1944 r. epopei akowskiej na Ziemi Wileńskiej i Nowogródzkiej, dla tych, którym dane było uniknąć sowieckiej zdrady i pozostać na ziemi ojców, rozpoczął się kolejny etap ich życia, pełnego niebezpieczeństw i wirów.

Część z nich wraca w rodzinne pielesze, legalizuje swoje istnienie w zmienionych warunkach, włącza się ponownie w konspiracyjne struktury. Niosą pomoc zdekonspirowanym i zagrożonym represjami zwłaszcza żołnierzom AK, ułatwiają zdobycie dokumentów i repatriacje.

Zostają nawiązane kontakty z PUR-ami dla przerzutu do Polski centralnej transportami repatriacyjnymi żołnierzy z oddziałów i sieci terenowej. Była to droga najprostsza i stosunkowo bezpieczna, zwłaszcza przy dobrze przygotowanych dokumentach, które stosownie do potrzeb dostarczały pozostałe ogniwa siatki akowskiej.

Natomiast najbardziej zdekonspirowani i zagrożeni z grup leśnych, poszukiwani przez NKWD przechodzić mieli granice Jałtańską z bronią w ręku

W Okręgu Nowogródzkim działała zbrojnie grupa st. Sierż. Władysława Janczewskiego „Lalusia” z resztkami grupy Michała Tietańca „ Myśliwy”. Obie rekrutowały się z II batalionu 77 pp AK dowodzonego przez  por. Jana Borysewicza „Krysia”, „Mściciel” i po jego śmierci (21.01.1945) w walce w Kowalkach k/Dubicz na skraju  Puszczy Ruskiej prowadziły samodzielne działania zbrojne przeciwko Sowietom. To oni mieli wędrować na zachód z Bronia w ręku.

Z Okręgu Wileńskiego AK jednostkami przeznaczonymi do przejścia granicy z Bronia w ręku były następujące grupy:

– Aleksandra Alesionka- „Pioruna” z VII Brygady „Wilhelma”

– sierż. NN „Maroczego” z III Brygady „ Szczerbca” powiększona o oddziałek Franciszka Jeglińskiego „Jurek” z kowieńskiej placówki AK

Cała operacja przygotowania tych oddziałów była przeprowadzona przez podinspektora kpt Jerzego Bronikowskiego „Czarnego Jana” oraz  inspektora kowieńskiego mjr Wincentego Chrząszczewskiego „Kruka”. Koncentracja oddziałów i ich reorganizacja odbyła się na początku czerwca 1945 r w mp. drużyny „Pioruna” w głębi Puszczy Rudnickiej w uroczysku Dębowy Kąt nad rz. Mereczenką.

Dowódcą całości zostaje „Laluś”, adiutantem „Piorun”.

Żołnierzy podzielono na 4 drużyny dowodzone przez:

1-sza Poźniaka „Huragan”

2-ga NN „Cygana” , obaj z oddziału „Maroczego”

3-cia Fr. Jeglińskiego „Jurek”

4-ta NN „Junaka” od „Lalusia”

Liczebność oddziału oceniana jest różnie (od 36 żołnierzy i 2 łączniczek do 57 żołnierzy i 7 łączniczek)Łączniczkami oddziału były na pewno :Wanda Wojdag „Lala”- silnie zbudowana i wytrzymała dziewczyna pomagająca nosić rkm oraz 16 letnia Leokadia Nosowska-Bojanowska „Nieznana” z miejscowości Niewojniańce koło Naczy.

Oddział wyruszył z Puszczy Rudnickiej ok. 23.06.1945 r. w przededniu spodziewanej obławy NKWD i przez miesiąc wędrował przez Puszczę Ruską. Dłuższy czas przebywał w ziemiankach grupy samoobrony AK w Druskiennikach.

Z Druskiennik korzystając z pomocy łączników Obwodu AK Grodno„Prawy Niemen” kieruje się na południe do Jezior. W Łużnej przeprawia się na drugi brzeg Niemna i kieruje się dalej na zachód omijając Indurę i Odelsk.

Granicę jałtańska przekracza w nocy z 28/29 lipca 1945 r pomiedzy wsiami Klimówka-Nomiki. W/g relacji miejscowych w ślad za przechodzącym oddziałem zauważono wczesnie rano w Klimówce 4 samochody sowieckiego wojska, które po wyładowaniu w ilości ok. 100 żołnierzy przeszło granicę. Czy miało to związek z odziałem „Lalusia” nie ustalono. Pewne jest natomiast, że za polskim oddziałem podążał szwadron kawalerii sowieckiej z psami z którym to szwadronem doszło do wymiany ognia w Puciłkach..

Dochodzący do granicy „Laluś” z oddziałem w Minkowcach został poinformowany by udał się dalej na Krynki-Supraśl przez Słójkę lecz on zmienia trasę i wędruje dalej zygzakiem (jakby w oczekiwaniu na kogoś) od Klimówki przez Bilminy, Malawicze, Poniatowicze do Puciłek, znajdując się cały czas w strefie bezpośredniego zagrożenia.

Po przejściu ok. 6-7 km od granicy i upewnieniu się od przejeżdżającego rolnika Romualda Grygotowicza ze wsi Poniatowicze, że droga jest wolna od sowietów, zatrzymuje się na pierwszy ranny odpoczynek na kolonii Puciłki u Zofii Puciłowskiej, która udostepnia swoje gospodarstwo dla potrzeb oddziału.

Kolonia usytuowana jest przed wsią Puciłki w pobliżu rzeki Łosośny. Tam oddział opuszczają dwaj podchorążowie, którzy powracają za granicę po następny oddział.

Po godzinnym odpoczynku oddział zostaje zlokalizowany przez konną soviecką straż graniczną z psami. Następuje obustronna wymiana ognia. Po stronie sovieckiej są zabici i ranni. Oddział „Lalusia” wycofuje się przez pole z żytem i wówczas dostaje się pod ogień broni maszynowej ze szkoły w Malawiczach Górnych. Okazało się, że w budynku szkoły NKWD „założyło kocioł” oczekując jakoby na kierownika szkoły a na strychu budynku umieściło stanowisko ckm.

Przejście przez Łosośnę na jej lewy brzeg w kierunku Orłowicz ocala oddział przed pogonią straży i ostrzału ze szkoły, który został zresztą celnie przytłumiony salwami rkm-u kpr. Stanisława Bartoszewicza „Korek” . Od ognia ckm-u zostają ranni NN „Huragan” i „Włodek”. Jednego z nich obie łączniczki „Nieznana” i „Lala” razem z NN oficerem transportują do sąsiedniej kolonii Józefa Sarosieka, który wiezie rannego za oddziałem do kolonii Karcze. Tam przekazuje go kolegom. Łączniczki  natomiast znajdują schronienie na kolonii Bronisławy Ignatowicz. Tam dzięki sprytowi i opanowaniu gospodyni , przedstawione jako córki unikają aresztowania przez sowieckich pograniczników.

Oddział z Puciłek podąża na zachód, mija Orłowicze, przechodzi tory i szosę do Grodna i dalej przez kolonię Karcze dociera do pierwszych kolonii wsi Kraśniany. Tu w bezpośrednim sąsiedztwie gospodarstw sióstr Marianny i Stanisławy Czaplejewicz i Wacława Bałdowskiego ( dzisiaj zostały tylko fundamenty gospodarstw) zostają na drugi odpoczynek. Patrol „Jurka” udaje się do w/w sióstr po posiłek dla oddziału. Około południa , gdy gospodynie niosły obiad, oddział zostaje otoczony w zagajniku na granicy z dużym lasem przez znacznie większe siły n-pla niż poprzednio. Oprócz Sowietów w obławie brały udział sokólskie UB i oddziały KBW.

„Laluś” dzieli oddział na trzy części:

– lewe skrzydło na południe od Sokółki i Kraśnian pod swoim dowództwem

– środkowe, którym dowodzi sierż”Maroczy”

– prawe skrzydło od północy w kierunku na Gliniszcze Wielkie które obejmuje „Piorun” ze        swoją drużyną.

Obrzucone granatami, otoczone grupy dopuszczają atakujących  na skuteczna odległość rażenia ogniem i podejmują walkę ogniową. Ta pierwsza faza walki jest zwycięska dla partyzantów. Nieprzyjaciel się cofa ale wówczas zapada decyzja prowadzenia dalszej walki w rozsypce i indywidualnego przebijania się przez pierścień obławy.

Następuje druga faza walki. Rozproszony oddział nie stanowi już takiej siły jak zorganizowana jednostka a sytuacje pogarsza przybycie dodatkowych sił sowieckich samochodami z Sokółki oraz  rażenie ogniem ckm ze stanowisk ustawionych na wzniesieniach terenowych przy szosie do Dąbrowy.

Walka zakończyła się rozbiciem oddziału i stratami ponad połowy stanu:

11 poległych

5 rannych ( łącznie tym rannym w Puciłkach)

4 wziętych do niewoli i aresztowanych.

Największe straty zanotowały dwie drużyny „Pioruna” na prawym skrzydle i główne środkowe sierż.”Maroczego”. „Laluś” ze swoimi wyszedł bez strat.

W bitwie polegli:

  1. kpr Jankiewicz Brunon „Janczar” z Poniewieża
  2. kpr Szarejko Mikołaj „Ryś” z Małe Łopie k/Kowna
  3. kpr Jakubowski Wacław „Karaś” z Duże Łopie k/Kowna lat 19
  4. kpr Bartoszewicz Stanisław „Korek” z Rudziszek k/Wilna
  5. sierż. Zygmunt Kulesza„Maroczy”z III Brygady
  6. sierż. Śliwiński Witold
  7. sierż. „Szpak”
  8. chor. Górewicz Mieczysław „Czeński” z Grodna
  9. szer Czernicki Jan (lat 15)

10-11 – NN ( mogą to być Franciszek Płoński i Józef Stasiłowicz na podst”3 Wileńska Brygada Zygmunta Kłosińskiego „Huzar”)

Polegli zostali pochowani w 8-miu grobach oddzielnych na obszarze walki na polach wsi Kraśniany. Ciało Górewicza  Mieczysława wykradła rodzina i pochowała w rodzinnej wsi Sidra na cmentarzu parafialnym.

Kraśniańscy stolarze z Miltykiem Michałem wykonali w tajemnicy dębowe trumny i 4 krzyże które przetrwały do ekshumacji.

Główna walka toczyła się w pobliżu kolonii Wacława Bałdowskiego (samotnego rolnika).To on odnalazł 5-ciu rannych i schował w swojej stodole w sianie, maskując dojście stanowiskiem trzody chlewnej. Penetrujące stodołę patrole UB i KBW mimo uzasadnionych podejrzeń nie natrafiły na ich ślad a aresztowany i przesłuchiwany Bałdowski nie wyjawił tajemnicy. Rannych po czterech dniach zabrał wraz synami Miltyk Michał do swojego gospodarstwa w Kraśnianach .Tutaj zostali otoczeni troskliwa opieka i ukryci w stodole.

Po zmianie opatrunków i przygotowaniu do drogi, następnego wieczoru zostają przetransportowani w bardziej bezpieczne miejsce. Najpierw furmanką Miltyka  a następnie zostają przeniesieni przez bagniste łąki i rzekę Sokołdę docierają w pobliże wsi Sierbowce .

W ich przenoszeniu uczestniczą: Daszkiewicz Władysław, Biziuk Władysław, Babaryka Kazimierz z Sokółki oraz Czarnowidz Kazimierz z Kraśnian.

W nowym miejscu odległym o 6 km od Kraśnian rannymi zaopiekowali się rolnicy z kolonii Boguszowski Wygon : Czopur Józef i z kolonii Sierbowce: Milinkiewicz Józef, który umieścił rannych wraz z oddziałowym lekarzem w swoim domu ponieważ mieszkał tylko z żoną z dala od wsi w mało widocznym miejscu. Opatrunki dla rannych poprzez Daszkiewicza Władysława dostarczał Trochim Saturnin „Robak” –lekarz plut. Podchor.. członek Komendy Obwodu Sokółka.

Po tygodniu ranni zostali przewiezieni 20 km dalej do wsi Zielony Gaj w rejonie Janowa.

Wziętych do niewoli było 4 NN. Dwóch z nich pojmanych przez NKWD zostało zabranych do Grodna, gdzie po osadzeniu zostali skazani na 10 lat łagrów (udało im się powrócić do kraju). Jeden z tych który dostał się w łapy sokólskiego UB był przewożony tankietką .Udało mu się uciec spod bramy Urzędu na ul. Dąbrowskiego. Przebiegł boso przez całe miasto i skrył przy torach kolejowych do Grodna, w pasie świerkowych zadrzewień ochronnych od strony południowej szlaku. Pościg UB-owców z psami zgubił ślad i zbieg ocalał. Stało się to za przyczyną przygodnych przechodniów obserwujących to wydarzenie. To oni ułatwili ucieczkę zadeptując ślady a miejscowi członkowie AK dostarczyli zbiegowi cywilne ubranie i obuwie. Czwarty  aresztowany to prawdopodobnie ten, który trafił do miejscowego szpitala a któremu po amputowaniu ręki dr Mróz Wacław ułatwił ucieczkę   ( został za to skazany na 8 lat więzienia).

Ocaleni i rozproszeni żołnierze w liczbie ok. 17-tu znajdują schronienie w Kraśnianach u ludzi dobrej woli a następnie z przewodnikami są kierowani za Sokołdę do odległego o 6 km  gospodarstwa pszczelarza Michała Gabiniewicza na kolonii Bogusze. Tam po sprowadzeniu łączniczki „Nieznanej” ( druga łączniczka „Lola” pozostała w Puciłkach a potem przeniosła się do Sokółki) udali się do oddalonego o 4 km śródleśnego gospodarstwa Micuna Stanisława i tu po zakopaniu zakonserwowanej broni nastąpiło rozformowanie oddziału.

Miejscowi zapłacili „daninę” za pomoc okazana partyzantom

– Grygotowicz Zygmunt za udzielona informację zmuszony był się ukrywać przez lata 45-46 w ziemiance w efekcie czego zachorował na gruźlicę i zmarł w wieku 22 lat

– Sarosiek Józef zatrzymany przez Sowietów bity w śledztwie milczał

-Bałdowski Wacław kilkakrotnie przeszedł fizyczne znęcanie się na badaniach

-Mróz Wacław –skazany na 8 lat za pomoc w ucieczce więźnia

Byli tez i miejscowi renegaci:

-Czaplejewicz Władysław z UB – ten, który bezcześcił zwłoki poległego Jakubowskiego

-Szepsel Alpern oficer śledczy UB ukrywający się w czasie wojny w Malawiczach Górnych u Michała Strzałkowskiego.

Wspomnienia:

1/ wspomnienia „Pioruna”:

Czujki zaalarmowały o nadciągającej olbrzymiej tyralierze w czerwonych otokach, która okrąża  nasz zagajnik i część lasu. Po raz drugi na ziemi polskiej ogłoszono alarm bojowy. Dowódca podzielił oddział na trzy grupy bojowe, do ataku na skrzydło prawe, lewe i środkowe(…)

Kiedy(…) zbliżyliśmy się na odległość strzału nieprzyjaciel już szedł do ataku z wielkim krzykiem „hurra” i bezcelna strzelaniną. Kiedy uznałem, że pomimo lasu  ogień będzie bardziej skuteczny- dałem znak reką -„ognia”. Cel był bardzo widoczny i dość bliski, ogień prawdopodobnie skuteczny, ponieważ po 15 minutach (około) intensywnego strzelania, nieprzyjaciel przerwał ogień i zaczął się wycofywać z linii ostrzału(…)

/Polska Zbrojna z 24-26 IX 1993/

2/ Opowiada Kazimierz Czarnowicz z Kraśnian

Na przedpolu wsi z rodzeństwem kosił żyto i widział jak od strony lasu odległego o około 1 km po walce wędruje młody chłopak bez broni. Zatrzymany przez soviecki patrol po wylegitymowaniu zostaje zastrzelony. Był to Wacław Jakubowski „Karaś” lat 19. Po pewnym czasie grzybiarze Wacław Czaplejewicz z kolegami znajdują w tej części lasu soviecki automat z amunicją PPSz. Być może była to broń w/w

3/ Relacja Franciszka Jeglińskiego”Jurka” –drużynowego z grupy Kowieńskiej:

Część AK-owców bez rozeznania rozbiegła się w różne strony po lesie. Pięcioosobowa grupa z bronią dobrnęła do wsi Gliniszcze Wielkie na północ o 3 km od miejsca walki. Wpadli tam sowieci na samochodach. W popłochu każdy krył się na swoja rękę. Dwóch pojmano. Byli to: Brunon Jankiewicz „Janczar” kpr z Poniewieża I NN „Szpak”. Ujęto ich w gospodarstwach Janiny Szumiało i Zygmunta Panasiewicza. Ujętych zbito a następnie w lesie zastrzelono. Franciszek Jegliński i pozostali dobrze się ukryli dzięki pomocy gospodarzy i tak ocaleli

4/ Chor. Górewicz Mieczysław „Czeński” z dwoma kolegami NN w trakcie walki przeskoczyli rów dzielący lasy państwowe od gruntów wiejskich i w rowie  strzeleckim w polu natknęli się na patrol sowiecki. „Czeński” z posiadanej broni ostrzelał sowietów i zginął a pozostali dostali się do niewoli. Po osadzeniu w Grodnie dostali 10 lat łagrów .Powrócili do Polski.

5/ Inna grupa partyzantów zmierzając od lasu przez pola do wsi Kraśniany spotkawszy Sowietów idących naprzeciw wydała im rozkazy po rosyjsku co wprowadziło sowietów w błąd a im pozwoliło ocaleć.

Opieka nad grobami i ekshumacja

Oprócz miejscowej ludności groby te otoczyła dozgonna stała opieką Jadwiga Joka-Gorosz,

Córka ochotnika Wojska Polskiego z 1920 r, fizylierka armii Berlinga a po wojnie pracownik inspektoratu oświaty. Widziała w tej trosce symbol swej pamięci dla ojca aresztowanego przez NKWD i zaginionego.

Patriotyczne społeczeństwo sokólskie w okresie istnienia PRL podejmowało starania o ekshumację poległych AK-owców i pochowania ich na cmentarzu. Spotykało się to ze stałą odmową I sekretarza Komitetu Powiatowego PZPR Jana Dzienisiuka wrogo nastawionego  do AK(nazywał ich bandytami).

Głównymi inicjatorami ekshumacji byli Bujwicka Stanisława „Zemsta” zamieszkała w Białymstoku a w czasie wojny Szefowa łączności mieszkanka Jacowlan Gm Sidra oraz Czarnowicz Kazimierz z Kraśnian miejscowy sołtys od 1970 r i radny Rady Narodowej.

W/w zgłosił się w tajemnicy do zastępcy naczelnika UMiG pana Janusza Henryka z prośbą o zgodę na ekshumację a ten kazał pani Czaplejewicz (pracownicy urzędu) natychmiast wypisać zezwolenie co tez zostało uczynione i podpisane. Po uzyskaniu zezwolenia sołtys wsi Kraśniany zorganizował zebranie mieszkańców prosząc o pomoc. Na ten apel odpowiedziało tylko 4 osoby.

Pomnik i tablice pamiątkową wykonał rzemieślnik Witold Błażewicz z Sokółki a fundatorem był sokółczanin z USA Walerian Sutuła  oraz dzięki datkom zebranym od żołnierzy AK

Opr: Jerzy Brzozowski, Henryk Falkiewicz, Krzysztof Promiński

Organizatorami uroczystości byli: Sokólski Pododdział Kawalerii im. 10 Pułku Ułanów Litewskich, Powiat Sokólski, Parafia pw. Św. Antoniego w Sokółce, sołtys Kraśnian Ewa Rećko, Podlaski Oddział Straży Granicznej Placówka w Kuźnicy, Stowarzyszenie Grupa Wschód z Białegostoku.

W S P O M N I E N I A

Oddział „Lalusia” przechodził linię Curzona wraz z dwoma oddziałami partyzanckimi Okręgu Wilno. W połowie czerwca 1945 r. w bazie partyzanckiej w Puszczy Rudnickiej zebrały się: oddział sierż. „Lalusia”, tzw. „Siódemka Wilhelma”, dowodzona przez Aleksandra Alesionka „Pioruna” (oddział kadrowy 7 Brygady Wileńskiej), oraz oddział dowodzony przez sierż. Zygmunta Kuleszę „Maroczego”. Przybyło też 2 przewodników – podchorążych z Obwodu Grodno-Prawy Niemen, którzy mieli przeprowadzić oddziały na zachód (plut. pchor. Roman Chirkowski „Lech II” i kpr. pchor. Mieczysław Górewicz „Czeński”). Skoncentrowane w Puszczy Rudnickiej oddziały zostały zreorganizowane. Sformowano z nich jeden oddział, dowództwo którego powierzono sierż. W. Janczewskiemu „Lalusiowi”, zaś A. Alesionek „Piorun” objął funkcję jego adiutanta. Żołnierzy podzielono na 4 drużyny. Liczebność oddziału oceniana jest w różnych relacjach od 38 do 57 ludzi, w tym kilka łączniczek (do oddziału dołączali po drodze także ludzie „z placówek”, stąd być może różnica w ocenie stanów osobowych). Grupa była bardzo dobrze uzbrojona, sam oddział „Lalusia” miał 4 rkm, znaczna część żołnierzy posiadała pistolety maszynowe lub SWT.

Około 20.06.1945 r. do bazy w Puszczy Rudnickiej przybył kpt. „Czarny Jan” z przedstawicielami Komendy Okręgu Wilno, przywożąc wiadomość, że wkrótce na Puszczę ruszy sowiecka obława. Prawdopodobnie 23.06.1945 r. oddział wyruszył w drogę „do Polski”. Mijając Orany osiągnął teren Obwodu Grodno-Prawy Niemen, gdzie nawiązał kontakt z miejscową siecią AK-AKO. Trasa przemarszu została bardzo starannie przygotowana przez obu przewodników, którzy kilka tygodni wcześniej przemierzyli ją dwukrotnie, ustalając kolejne punkty kontaktowe i „meliny”. Oddział odpoczywał m.in. w ziemiankach grupy samoobrony kompanii terenowej AK-AKO Druskienniki. F. Jegliński tak wspomina ten przemarsz:
„Koło Porzecza spotkaliśmy partyzantów litewskich, którzy naświetlili [nam] sytuację w terenie. Gdy mijaliśmy stację kolejową w Porzeczu, słyszeliśmy wyładunek wojska sowieckiego, które później prowadziło obławę na nas w tej okolicy. Na nas natknęli się, gdy nocowaliśmy w pewnej wsi. Po krótkiej strzelaninie usłyszeliśmy głos: „Towariszcz bandit – chodzi na dogawor” [Towarzyszu bandyto – chodźcie na pertraktacje]. Wówczas sierż. „Maroczy” zawołał: „To ty bandit, zachwatczyk, ty chadzi k nam!” Oderwaliśmy się od nich i po długim marszu i postojach przybyliśmy w okolice Druskiennik, gdzie założyliśmy obóz i staliśmy prawie przez dwa tygodnie. Tam wizytował nas przedstawiciel Komendy AK „Mieczysław” – nazwisko Wnuk – znany mi osobiście z kontaktów w Kownie. Przesunęliśmy się do granicy, jeszcze były lasy, ale stary las już się kończył. Wyruszyliśmy w kierunku granicy. Było to z piątku na sobotę, w ostatnich dniach lipca 1945 r.”.

Linię Curzona przekroczył oddział „Lalusia” nocą 28.07.1945 r. na wysokości wsi Klimówka i Nomiki. Po przejściu paru kilometrów zatrzymano się w kolonii wioski Puciłki. Po krótkim postoju oddział został zaatakowany przez konną grupę pograniczników, którą odparto ogniem broni maszynowej. Cofając się dalej w kierunku zachodnim, oddział uwikłał się w walkę ogniową z grupą operacyjną NKWD znajdującą się we wsi Malawicze (Rosjanie przyjechali tam na aresztowania). Po oderwaniu się od przeciwnika przekroczono szosę Sokółka-Grodno, po czym zatrzymano się na odpoczynek w niewielkim lesie koło wsi Kraśniany (na płn. od Sokółki). Tu oddział został okrążony przez grupę operacyjną złożoną z jednostek WW NKWD, KBW i UBP z Sokółki, wspartą 2 tankietkami. Pierwszy atak sowiecki został odparty. W toku dalszej walki oddział „Lalusia” przebijał się z okrążenia trzema grupami. Według meldunku WUBP w Białymstoku do MBP w Warszawie, w walce pod Kraśnianami miało polec 12 partyzantów, zaś 4 wzięto do niewoli (2 zostało rannych). Partyzanci stracili też 3 rkm, 4 pm, 5 sztuk broni krótkiej, amunicję, itp. Największe straty poniosła „grupa kowieńska”. Oddział w mocno uszczuplonym składzie dotarł do Puszczy Knyszyńskiej, gdzie zaopiekowały się nim placówki AK-AKO. Został rozformowany, po czym żołnierze zaopatrzeni w fałszywe dokumenty rozjechali się w różne strony, głównie na Ziemie Odzyskane. Ośmioma rannymi zaopiekowała się sokólska organizacja AKO.

Fot. A. Sielewicz

Zostań naszym subskrybentem

Kontakt

Starostwo Powiatowe w Sokółce
ul. Marsz. J. Piłsudskiego 8,
16-100 Sokółkatel: +48 85 711 08 11
e-mail: starostwo@sokolka-powiat.pl

rachunek bankowy starostwa:
32 8093 0000 0013 9016 2000 0010

Godziny pracy urzędów

poniedziałek – piątek: 7:30 – 15:30

Klientów zgłaszających się w sprawach skarg i wniosków do Starostwa Powiatowego w Sokółce z siedzibą przy ul. Piłsudskiego 8, przyjmuje:

Starosta Sokólski, Wicestarosta oraz Sekretarz:
w poniedziałki w godz. 08.00-12.00 oraz w godz. 15.30 – 17.00*

Dyrektorzy Wydziałów Starostwa lub wyznaczeni przez nich pracownicy:
w dniach pracy urzędu w godz. 7.30-15.30 oraz w poniedziałki w godz. 15.30 – 17.00*

W przypadku, gdy wyznaczony dzień przypada na dzień ustawowo wolny od pracy, klienci są przyjmowani w następnym dniu roboczym.

Klienci przyjmowani są w sprawach skarg i wniosków po godzinach pracy Starostwa tj. w poniedziałki w godz. 15.30 – 17.00, po wcześniejszym telefonicznym umówieniu wizyty pod nr tel. 85 711 08 76.

Przewiń do góry